Leżę w domu już trzeci dzień i w końcu czuję się na tyle dobrze, że mogę napisać o temacie, który nurtował nie od kilku dni. No bo tak: ostatnio rozmawiałam z koleżanką, próbując ją przekonać do wstrzemięźliwości seksualnej. Uderzyła mnie jej ignorancja i brak szacunku do własnej kobiecości. Jak można twierdzić, że sex jest przyjemnością dla samej przyjemności. Przecież idąc z chłopakiem do łóżka przed ślubem po pierwsze grzeszę, a po drugie co będzie jeśli nam obojgu się nie spodoba i będziemy musieli się rozstać?
Przecież żaden przyzwoity chłopiec nie ożeni się z “używaną dziewczyną”, a żadna szanująca się dziewczyna nie weźmie sobie za męża chłopaka “po kimś” – fuj! Nie mówiąc o tym, że wychodząc za mąż nie mogłabym swojemu mężowi spojrzeć w oczy ze świadomością że zdradziłam go zanim się poznaliśmy, bo generalnie tak sobie myślę że sex przedmałżeński to taka zdrada wobec przyszłego męża.
Ja postanowiłam swoją cnotę ofiarować temu jedynemu – mojemu ideałowi, za którego wyjdę za mąż. Nie interesują mnie chłopcy, którzy chodzą z dziewczyną po to żeby uprawiać sex. To jest wykorzystywanie dziewczyn! Dziewczyny nie dajcie się wykorzystywać. Jeśli chłopak chce z Wami uprawiać sex przed ślubem – zerwijcie z nim – ja zawsze tak robię – bo taki chłopak prędzej czy później Was zdradzi, a poza tym nie macie gwarancji że wcześniej tego nie robił.